[prowadzący: dr Łukasz Kamiński (Polska)

referaty:

dr Andrzej Grajewski (Polska) – „Miejsce kościołów w działalności opozycji w Europie Wschodniej w latach siedemdziesiątych”

dr Petr Blažek (Republika Czeska) – „Opozycja w Czechosłowacji w latach siedemdziesiątych i jej kontakty z Polską”

prof. Mikołaj Iwanow (Polska) – „Sowiecki ruch dysydencki w latach siedemdziesiątych”

 

Głosy w dyskusji:

głos z sali ?

Marek Pędziwol

Olga Branieckaja

Jan Waszkiewicz

Wojciech Ostrowski

]

 

 

Łukasz Kamiński

Jest to kontynuacja tego, o czym rozmawialiśmy przed przerwą, nieco w szerszym aspekcie, w innym ujęciu, innym spojrzeniu, bo już nie tylko uczestników wydarzeń, choć i tacy znajdują się w naszym gronie, ale także badaczy, historyków, którzy już z innej perspektywy analizują te wydarzenia. Pierwszym naszym dzisiejszym referentem będzie pan dr Andrzej Grajewski, wybitny znawca historii kościoła, kościołów lokalnych w naszej części Europy w okresie powojennym, także publicysta zastępca redaktora naczelnego tygodnika „Gość Niedzielny”. Wśród licznych publikacji pana doktora Grajewskiego należy wymienić prekursorską, jak dzisiaj widzimy, książkę „Kompleks Judasza” poświęconą zagadnieniu współpracy niektórych duchownych z różnymi strukturami państwa komunistycznego w okresie powojennym, a także wielokrotnie już wznawianą książkę „Wygnanie” poświęconą losom biskupów katolickich w okresie stalinowskim i chciałbym poprosić pana doktora Grajewskiego o wygłoszenie referatu, który umieści nasze wczorajsze i dzisiejsze dyskusje w szerszym kontekście, mianowicie w kontekście roli jaką odegrały kościoły katolickie w działalności opozycyjnej w latach 70-tych w Europie Środkowej. Bardzo proszę.

 

Andrzej Grajewski

Wielokrotnie w czasie dzisiejszej dyskusji padały słowa o roli Kościoła, o inspiracjach religijnych w działalności części środowisk dysydenckich, choć jest rzeczą oczywistą, że były to środowiska pluralistyczne, że byli ludzie, którzy nie deklarowali się jako ludzie wierzący, ale również byli tacy, dla których ta inspiracja była niezbędna, zwykłym ważnym elementem ich działalności. Ja myślę, że nie będę opisywał szczegółowo jak wyglądało zaangażowanie poszczególnych duchownych w poszczególnych krajach w ruch opozycyjny. Chciałbym Państwu przedstawić pewne uwarunkowania relacji pomiędzy wspólnotami kościelnymi a ruchami opozycyjnymi, które kształtowały się w Europie Środkowo-Wschodniej. Przede wszystkim będę kładł nacisk na miejsce kościoła katolickiego z tego względu że jest ta sprawa mi najbardziej znana i jeżeli chcemy mówić o miejscu kościoła katolickiego w kształtowaniu opozycji czy jako element współtworzący tą opozycję oczywiście trzeba na to zagadnienie spojrzeć jakby z dwóch płaszczyzn, jedna to jest bardzo ważny wymiar kościoła lokalnego, a więc kościoła w Polsce, w Czechach, na Słowacji, na Litwie, nas Ukrainie, a druga sprawa, niezwykle istotne, której potrzeba poświęcić trochę uwagi to SA relacje pomiędzy tymi kościołami lokalnymi a Stolicą Apostolską a Watykanem. Ponieważ to jest oczywiście truizm kościoły lokalne są w jak najbardziej ścisłej więzi ze stolicą Apostolską i z osobą papieża. I nie zrozumiemy wszystkich uwarunkowań środowisk katolickich albo ich nieobecności w ruchu opozycyjnym jeżeli na początek nie spróbujemy zastanowić się nad pewnym ważnym zjawiskiem jakim była polityka wschodnia Watykanu. Często jest to nazywane pojęciem ostpolitik watykańskiej jest to kalka językowa z podobnego procesu, który odbywał się pomiędzy Niemiecką Republiką demokratyczną a RFN zainicjowanego przez Willy Brandta. Generalnie można powiedzieć, że watykańska polityka wschodnia miała na celu dwa podstawowe punkty. Po pierwsze poprawę położenia wszystkich katolików we wszystkich krajach obozu wschodniego oraz drugi nie mniej ważny cel doprowadzenie do odprężenia pomiędzy wschodem a zachodem, ponieważ stan napięć, widmo wojny atomowej, które wciąż wtedy nad światem wisiało, szereg innych napięć, było elementem bardzo dramatycznego zagęszczenia atmosfery i Stolica Apostolska uznała, że należy niezwykle intensywnie uczestniczyć w dialogu pomiędzy wschodem a zachodem. Przypomnę, że przedstawiciel Stolicy Apostolskiej, główny realizator polityki wschodniej wówczas arcybiskup a potem kardynał Agostino Casarolli odegrał niezwykle istotną rolę w czasie Konferencji Helsińskiej. I przy dużym jego udziale został sformułowany tzw. trzeci koszyk czyli w tym akcie końcowym KBWE podpisanym w sierpniu 1975 roku zostały opisane specjalnie prawa człowieka. Stolica Apostolska uważała, że niezbędną, i to udało się wpisać do aktu końcowego KBWE, że jednym z takich fundamentalnych praw człowieka jest prawo do wolności sumienia, prawo do wolności wyznania. A więc z tego wynikała wolność kościoła. Oczywiście w praktyce był to zapis pusty, tym niemniej przedstawiciele wszystkich krajów socjalistycznych musieli się pod takim dokumentem podpisać. Dokument ten otwierał nową, bardzo intensywną fazę dialogu pomiędzy Watykanem a rządami poszczególnych państw komunistycznych, dialogu który miał na celu przede wszystkim obsadzenie nowych biskupów. Tylko, że o ile w Polsce nominacje te były pod kontrolą kardynała Wyszyńskiego, w przypadku innych krajów Czech, Słowacji, Węgier, NRD były pod kontrolą władzy państwowej. Na tym polegał ten kompromis, że kandydaci na biskupów byli wskazani przez stronę państwową. I Watykan to akceptował. Poza Polską. Gdzie kandydaci również musieli być akceptowani przez władze państwowe tym niemniej byli przede wszystkim typowani przez kardynała Wyszyńskiego, który w tej sprawie miał specjalne uprawnienia. Wszystko to doprowadziło do tego, że w drugiej połowie lat siedemdziesiątych mamy bardzo intensywny dialog pomiędzy Watykanem, rządami komunistycznymi ale to jest dialog nakierowany na władze a nie na społeczeństwo. Ja sobie zadałem trud wszystkim w zasadzie opublikowanych wykładów, dokumentów, przemówień kardynała Casarolliego z lat 70-tych. Tam nie ma pojęcia narody Europy Środkowo-Wschodniej nie pojawia się w ogóle w jakikolwiek sposób refleksja nad budzącym się ruchem obywatelskim. Ruchem społeczeństwa alternatywnego. To pojęcia nie istnieje. Myślę, że przyczyna jest następująca. Diagnoza Watykanu w tamtym czasie krótko mówiąc, była następująca: komunizm jest realnym bytem, który na pewno nie będzie wieczny, ale będzie bardzo długo, w długiej perspektywie czasowej zakorzeniony w realiach naszego świata. W związku z tym trzeba się z komunizmem dogadać. Z tej przesłanki wynikała następna. Dogadujemy się, ale nie z pozycji żądającego wielkich praw, a cierpliwego petenta. Nie bez kozery swoje pamiętniki z tego okresu kontaktów z władzami komunistycznymi kardynał Casarolli nazwał męczeństwem cierpliwości. A więc pozycja petenta, który prosi, a nie tego który stawia na prawa i próbuje domagać się respektowania tych praw. Nawet zapisanych w akcie końcowym KBWE. I myślę, że zrozumienie tego faktu u łatwi późniejszą ocenę dlaczego kościół w innych krajach poza Polską a dlaczego w Polsce było inaczej o tym za chwilę powiem, generalnie nie wspierał ruchów dysydenckich. Wspierali poszczególni duchowni, wspierały struktury kościoła podziemnego w Czechach, a przede wszystkim na Słowacji. Ale kościół instytucjonalny, który tworzyli biskupi mianowani spośród osób wytypowanych przez aparat wyznaniowy i aparat tajnej policji państwa, nie wspierali ruchu dysydenckiego, a wielokrotnie się od niego odcinali. Myślę, że założenie i w takim wykładzie wygłoszonym w Wiedniu 1977 roku kardynał Casarolli powiedział mniej więcej coś takiego: musimy być cierpliwi, roztropni i czekać na zmiany pokoleniowe w związku z tym naszym celem jest ocalenie struktury, więc przede wszystkim doprowadzenie do tego, że w diecezjach pojawią się biskupi a trzeba pamiętać, że w Czechach, na Słowacji, na Węgrzech czasami przez dziesięciolecia tych biskupów nie było, a więc musza się pojawić biskupi, musi okrzepnąć ta minimalna struktura kościoła, a potem kiedyś przyjdą zmiany. I w tej perspektywie nie mieściło się poparcie dla alternatywnego społeczeństwa, które zaproponowały środowiska opozycyjne lub dysydenckie, dla których walka o ludzi wierzących była oczywiście również ewidentną częścią całego pakietu konstruowanego według zasady obrony praw człowieka i obywatela. Więc o ile z jednej strony ta przestrzeń walki o prawa ludzi wierzących była oczywista i ten sojusz był alternatywny to dla strony kościelnej oficjalnej te środowiska po prostu nie były partnerem. Nie były podmiotem. Ponieważ partnerem do dialogu były władze. My patrzymy na historię relacji w Europie Środkowo-Wschodniej w sposób oczywisty przez wielki pontyfikat Jana Pawła II tylko zapominamy co było przed nim. A przed nim było zupełnie, zupełnie inaczej. Ponieważ realia tamtego świata były inne. Ale brakowało również tej profetycznej wizji, którą przyniósł Jan Paweł II, kiedy w Warszawie mówił o tym, i modlił się aby odmieniło się oblicze ziemi. Casarolli nie modlił się o zmianę oblicza ziemi. Casarolli modlił się o pomyślne zakończenie kolejnej tury negocjacji i w tyj perspektywie ludzi z KOR-u, z Karty 77, ludzi z węgierskiej grupy Bokor winorośl czy innych środowisk po prostu nie było. W Polsce było inaczej. W Polsce było inaczej co wynikało oczywiście z zupełnie innego kontekstu historycznego. Była silna struktura kościoła, był naród wierzący, który stanowił zaplecze dla kościoła hierarchicznego, było doświadczenie zwycięskiego w jakimś sensie oporu w czasach stalinowskich i przekonanie wyrażane wprost przez kardynała Wyszyńskiego, że zadaniem kościoła jest nie tylko mówienie w imieniu kościoła, ale również w imieniu narodu. W kazaniu Na Skałce w 1974 roku mówił, że ważnym zadaniem narodu jest obrona polskiej racji stanu. Z resztą tą racją stanu się kierował kiedy rozpoczął zupełnie bezprecedensową wymianę listów pomiędzy Episkopatami Polski i Niemiec. Więc w Polsce sytuacja jest inna, tylko że musimy również pamiętać, że w latach siedemdziesiątych władzom udaje się do tych rozmów państwo-kościół wciągnąć Watykan. Od 1974 roku funkcjonuje zespół do spraw starych kontaktów roboczych między rządem PRL a Stolicą Apostolską na jego czele stoi minister Szablewski po stronie rządowej i arcybiskup Luigi Poggi po stronie kościelnej, który, intencja władz była taka nie rozmawiamy z Wyszyńskim, nie rozmawiamy z Wojtyłą, nie rozmawiamy z innymi biskupami bo to jest twardy przeciwnik, rozmawiamy z Watykanem. I tu nie ma na to czasu, ale ile wysiłku musieli włożyć polski biskupi, a jednocześnie delikatności w tych wysiłkach, aby te rozmowy nie doprowadziły do jakiegoś porozumienia ponad głowami polskich katolików, pomiędzy Watykanem a Warszawą, no to jest temat jakby na inną rozmowę, ale tego rodzaju spór był. Kto ma w tych rozmowach uczestniczyć? Czy tak jak było w innych krajach socjalistycznych delegacja państwowa – Watykan czy rozmowy w trójkącie. Jak to później nazwał minister Kąkol. To znaczy delegacja Watykanu – delegacja rządowa – i przedstawiciele Episkopatu Polski. I ten model, ten model jest ogromną zasługą kardynała Wyszyńskiego. Rozmów w trójkącie. Zadecydował, że w momencie kiedy przyszły te wydarzenia, których rocznice tu obchodzimy, kościół polski był suwerenny w swych reakcjach na to wszystko co zaczęło się dziać. A te reakcje były jednoznaczne i oczywiste. W momencie kiedy rozpoczęły się represje polscy biskupi zabrali głos i to zabrali głos bardzo mocno mówiąc we komunikacie ze 154 Konferencji Episkopatu Polski z września 1976 roku, że należy zaprzestać represji wobec robotników, którzy słusznie wystąpili przeciw nadmiernym podwyżkom. W tym Komunikacie jest mowa o domaganiu się przywrócenia im pozycji społecznej i zawodowej oraz przywróceniu utraconego wynagrodzenia i naprawieniu krzywd. Niezwykle mocny jasny przekaz, który jest później powtórzony w Komunikacie z kolejnej Konferencji Episkopatu Polski z listopada 1976 roku kiedy do wszystkich katolików skierowany jest apel o pomoc dla rodzin pozbawionych pracy, środków do życia z podkreśleniem, że jest to obowiązek wszystkich ludzi dobrej woli. Czyli można powiedzieć w ten sposób że było to wprost przełożenie, że ten apel stanowił wsparcie dla takich działań jakie podjął KOR i inne środowiska, które w tym czasie zaczęły pomagać. I o tym należy bardzo zawsze pamiętać. Nie mówię o tych wszystkich przypadkach znanych duchownych, którzy zaangażowali się w działalność KOR-owską, nazwisko ojca Jana Zieji musi być tu w oczywisty sposób zostać przywołane, ale ich było wielu i nazwisko drugiego księdza, księdza męczennika księdza Romana Kotlarza z Radomia, który za organizowanie pomocy został bestialsko kilka razy pobity na skutek odniesionych ran zmarł. To jest kolejna ofiara tych protestów. Tych, którzy pomagali od tego czasu oczywiście była ogromna ilość. I czy duszpasterze akademiccy, czy duszpasterze różnego rodzaju środowisk. Można się zapytać skąd ta różnica w stanowisku Watykanu i kościoła w Polsce. A odpowiedź chyba jest taka. Różnica jest taka inny podmiot widziały te dwie struktury. Dla Watykanu była struktura rządu i państwa partnerem, dla kościoła w Polsce był naród, który trwał pomimo zmieniających się struktur. Takie było nauczanie prymasa Wyszyńskiego i w tych warunkach konkretnych ono absolutnie zdało egzamin. Tu trzeba przypomnieć temat na inną dyskusję, bo te dokumenty dotyczą konkretnych wypadków, które zacytowałem, 1976 roku wydarzeń czerwcowych, wydarzeń w radomiu i w Ursusie, natomiast trzeba pamiętać o wielkiej debacie która toczyła się od stycznia 1976 roku i była zapisana w trzech wielkich memoriałach protestach Konferencji Episkopatu Polski przeciwko zmianom, projektom zmian w Konstytucji. Jakby Episkopat i kolejne komunikaty w tej sprawie, które były wydawane przygotowują opinię publiczną na to, że w pewnym momencie trzeba powiedzieć nie, że mamy protest, że jesteśmy podmiotem wszystkich wydarzeń, które się w kraju dzieją. I te wszystkie dokumenty stanowią jasne i czytelne nauczanie Kościoła w tym okresie w Polsce, w którym mówi, że społeczeństwo jest centralnym podmiotem stanowienia prawa i nie można dzielić według tego nowego projektu Konstytucji na uprzywilejowaną grupę tych którzy zgadzają się z systemem i całą resztę, która jako obywatele drugiej kategorii w tym projekcie Konstytucji mają zostać zapisani tworząc państwo głęboko niesprawiedliwe. Żeby nie przeciągać tego wniosku zacytuje jeden z mniej znanych dokumentów dotyczących stosunku pomiędzy Kościołem a opozycją a mianowicie List kardynała Wyszyńskiego do ministra Kąkola z kwietnia 1978 roku w kolejnej notatce protestując tych notatek jest mnóstwo to jest powinno powstać takie specjalne opracowanie Kościół a opozycja demokratyczna w Polsce. Kąkol, ówczesny minister ds. wyznań, czy kolejni partyjni dygnitarze zarzucają kościołowi różnego rodzaju rzeczy w tym wypadku zarzut dotyczy, że duchowni wspierają działania latającego uniwersytetu i Wyszyński odpowiada: w imprezach latającego uniwersytetu są tylko skromne próby uzupełnienia braku wykształcenia publicznego, odsłonięcia pokrytych milczeniem faktów z okresu minionego, sprostowanie oczywistych faktów często błędnie podawanych w nauczaniu szkolnym czy uniwersyteckim. Z tego powodu nie można tu zarzucać wrogiej propagandy państwa. Każdy człowiek inteligentny ma prawo to czynić i następne zdanie. Nie mogę, panie ministrze, dopatrzyć się w pracach latającego uniwersytetu zarzucanych mu przestępstw. Jest to rozpaczliwa obrona swego prawa do prawdy i prawa do obrony. Szkodnikiem walczącym z ustrojem demokratycznym jest potęgujący się system przerostu ingerencji policyjnej, UB, ORMO i wszelkiego rodzaju tajnych wywiadowców, którzy węszą wszędzie zagrożenie ustroju i tym samym umacniają nie tyle interesy klasy rządzącej ale i swoją pozycję. Znakomity tekst, ale zapewniam Państwa że w tamtych latach takiego tekstu nikt inny poza prymasem Wyszyńskim nie był w stanie napisać. Konkludując tą polską sekwencję można powiedzieć, że kościół w sposób jednoznaczny wsparł ludzi do protestów, pełnił funkcje azylu dla tych, którzy byli represjonowani, wspierał na swoim gruncie wszelkie inicjatywy mające służyć społeczeństwu alternatywnemu. Jak było gdzie indziej. Tu już pokrótce. Aczkolwiek musze tu też dodać, ze nie wszyscy biskupi byli tego samego poglądu jak kardynał Wyszyński czy kardynał Wojtyła, o której tu homilii mówił ojciec Maciej Zięba. Byli biskupi znacznie bardziej wstrzemięźliwi jeśli chodzi o kontakty  z opozycją, były też różne oceny odłamów tej opozycji. Przejdźmy do sąsiadów do Czechosłowacji. Sytuacja trochę się inaczej kształtuje w Czechach, trochę inaczej na Słowacji. Na Słowacji jest bardzo silny kościół podziemny, którego jednym z fundamentów jest biskup Jan Korec, jezuita, obecnie kardynał emerytowany jest przy nim grupa bardzo zaangażowanych laików gościmy jednego z nich pana premiera Jana Cernogurskiego warto jeszcze inne nazwisko przypomnieć Frantisek Miklosko to są ludzie i wielu, wielu innych słowackich katolików którzy w sposób naturalny  tworzą struktury kościoła podziemnego, walczą o większą przestrzeń wolności. Ta demonstracja, o której opowiadał przed piątą dzisiaj pan premier Carnogursky, która jest w historii zapisana jako tak zwana demonstracja ze świeczkami rzeczywiście na głównym placu Bratysławy zgromadziła około 30 tysięcy ludzi i oni nic nie robili oni tylko się modlili odmawiali różaniec zostali bestialsko rozbici. Pan premier poszedł do więzienia, inni organizatorzy też i to pokazuje to jest 1988 rok, skalę i różnice warunków w których kościołowi przyszło działać. Jeżeli chodzi o Czechy tam są  biskupi, ale są biskupi wyłącznie spośród paces interis i to są biskupi, którzy będą takie opinie formułować jakie im władza narzuci. Nawet później wielki kardynał, arcybiskup wtedy praski Frantisek Tomasek jak powstała Karta 77 podpisał się pod dokumentem negatywnie oceniającym Kartę. To dopiero działalność tego rodzaju wybitnych duchownych jak jezuita Josef Zverina, ojciec Oto Matr, Tomas Halik, całe to skupisko księży działających w podziemiu, represjonowanych czy obecny sufragan praski biskup Vaclav Maly, jeden z rzeczników Karty 77, również uwięziony, oni zmieniali pogląd kardynała Tomaska, oni zmieniali przynajmniej jego zdanie na temat ruchu dysydenckiego i w latach osiemdziesiątych mieli już pełne poparcie ze strony ówczesnego biskupa praskiego. Ale początek 1977 to tak jak mówię, krytyczna ocena ze strony środowisk katolickich. Kościołem, który był zniewolony, a dawał niewątpliwie wielkie świadectwo, była Litwa. Od 1972 roku była tam redagowana w podziemiu Kronika Kościoła Katolickiego na Litwie, a w 1979 roku był założony komitet katolicki w obronie praw ludzi wierzących. Trzy nazwiska: Sigitas Stankievicius, jezuita obecnie metropolita kowieński, jest ksiądz Alfonsas Farinskas, zakonnica Nioreta Dunajte – to są ci ludzie, którzy potem w latach osiemdziesiątych w obronie, oni byli w 1983 roku zamknięci, petycje w ich obronie podpisywały dziesiątki tysięcy ludzi, jak na warunki Związku Radzieckiego była to zupełnie niesamowita akcja myślę że w dwóch republikach radzieckich czynnik wyznaniowy odegrał ogromną rolę to jest Litwa i Ukraina. Ukraina gdzie kościół podziemny tworzył wokół siebie całe środowiska opozycji. Jedno słowo jeszcze, bo mi pokazują, że zero czasu, jedno słowo o Rosji. Jedno nazwisko które tu powinno paść ojca Gleba Jakunina. Niezwykle zasłużonego duchownego prawosławnego, założyciela Komitetu Obrony Praw Ludzi Wierzących, wielokrotnie represjonowanego, o wspaniałej postaci, człowieka który jest obecnie zupełnie na marginesie, a w zasadzie wyrzucony z cerkwi prawosławnej. I myślę, w ostatnim zdaniu, aby pokazać czym był dla katolików pontyfikat Jana Pawła II jako ta zupełna zmiana myślenia, filozofii watykańskiej. Przypomnę zdania wygłoszone przez papieża Polaka w czasie spotkania na Wzgórzu Lecha w Gnieźnie kiedy on widzi transparent jakichś pielgrzymów z Czech, którzy przychodzą na transparencie piszą: „Ojcze Święty nie zapomnij swych czeskich dzieci!” I papież odpowiada: „Jakżesz papież słowianin mógłby o nich zapomnieć?” i mówi „To jest też wasz obowiązek o nich pamiętać!” Także do tego głosu Solidarności Polsko-Czechosłowackiej, w której również miałem szczęście uczestniczyć w spotkaniach w Beskidzie Śląskim, gdzie ten element wyznaniowy był dosyć istotny bo przerzucaliśmy książki dotyczące literatury wyznaniowej do Czech te słowa papieża były myślę taką samą wielką inspiracją jak dla ludzi o innych przekonaniach, słowa Havla czy Sołżenicyna. Jan Paweł II, doprowadzając do puenty, po prostu wiedział jaka jest „siła bezsilnych”. Dziękuję. (oklaski)

 

Łukasz Kamiński

Taka niestety jest niewdzięczna rola prowadzącego, że musi troszkę dyscyplinować i przerywać pomimo że to co słyszymy jest fascynujące. Dziękuję bardzo panu doktorowi Grajewskiemu, a teraz o zabranie głosu poproszę naszego gościa z Republiki Czeskiej pana doktora Petra Blažeka, który pracuje m.in. w Instytucie Historii Najnowszej w Akademii Nauk Republiki Czeskiej. W swoich badaniach zajmuje się dziejami opozycji czeskiej zwłaszcza kontestacji młodzieżowej, a jakby wiodącym nurtem tych badań jest kwestia kontaktów pomiędzy opozycją polską i czechosłowacką i właśnie fragment tych swoich badań dzisiaj nam przybliży. Proszę bardzo.

 

Petr Blažek

Dziękuję bardzo. Szanowni Państwo ze względu na główny temat konferencji będziemy mówić tylko o Karcie 77, która była w drugiej połowie lat siedemdziesiątych w Czechosłowacji najważniejszym środowiskiem opozycyjnym, a która miała bardzo dobre kontakty z członkami KOR-u. Kilka słów wstępu. Po zakończeniu wczesnego okresu zimnej wojny w stosunkach międzynarodowych przeważała tendencja stopniowego obniżania napięcia. Symboliczną kulminacją procesu ostrzeżenia w ramach którego okupacja Czechosłowacji w sierpniu 1968 roku była z punktu widzenia mocarstw tylko nieprzyjemnym ….? W połowie lat siedemdziesiątych były podpisy przedstawicieli większości europejskich państw, Stanów Zjednoczonych i Kanady złożone pod helsińskim aktem końcowym w ramach którego potwierdzano europejskie status quo oraz niezmienność powojennych granic państw. Podpisanie porozumienia stało się przedmiotem krytyki po obu stronach żelaznej kurtyny, która uważała uznanie takiego stanu rzeczy za moralną kapitulacje zachodniego świata wobec wpływów sowieckich na świecie. Element porozumień z Helsinek stanowił jednak też trzeci koszyk, w którym strony zobowiązywały się do przestrzegania praw człowieka i obywatela. Ta okoliczność pomogła otworzyć pole do działań nowym, demokratycznym grupom opozycyjnym w niektórych państwach bloku sowieckiego. W Czechosłowacji na początku 1977 roku ogłosiła swoją deklarację Karta 77, w ramach której zjednoczyły się rozproszone dotychczas strony opozycyjne. Bezpośredni impuls do działania stanowiła kampania zbierania podpisów związana z procesem muzyków underground-owych skupionych wokół grupy The Plastic People of the Universe. Już podczas dyskusji nad deklaracją wstępną Karty okazało się, że w porównaniu z Polską sytuacja w Czechosłowacji była znacznie odmienna. Radykalny socjalista i współzałożyciel Karty, Petr Uhl, napisał w swoich wspomnieniach, że podczas drugiego posiedzenia w grudniu 1976 roku zdecydowanie została odrzucona propozycja Bergmana, gdy nowe ugrupowanie skoncentrowało się na tych samych kwestiach co KOR.  Największym przeciwnikiem tego pomysłu był pisarz Pavel Kohout, który wskazywał na to, że w Czechosłowacji nie ma odpowiednich warunków do stworzenia opozycyjnego Komitetu Obrony Robotników ponieważ sytuacja gospodarcza kraju nie była aż tak krytyczna jak w Polsce i opowiadał się za luźnym ruchem bez instytucji, członkostwa oraz ogólnym brzmieniem petycji, która wzywała reżim komunistyczny do rozmów. Mimo, że było jasne, że pisanie dokumentu domagającego się przestrzegania zobowiązań międzynarodowych w zakresie praw człowieka stanowi czyn opozycyjny to jednocześnie stwierdzano w nim dosłownie, że Karta 77 nie stanowi bazy do działalności opozycyjnej. Rozdwojenie wewnętrzne umożliwiło w latach późniejszych utrzymanie Karty 77 jako szerokiej platformy opozycyjnej, platformy poglądów i jednocześnie stało się głównym źródłem najróżniejszych polemik i konfliktów. Strukturę zamkniętego komitetu zajmującego się konkretnie przypadkami łamania praw człowieka i obywatela przyjął jednak luźno założony bez grupy Sygnatariuszy Karty 77 w kwietniu 1978 roku Komitet Obrony Niesprawiedliwie Prześladowanych VONS (Výbor na obranu nespravedlivě stíhaných). Aktywiści Karty i KOR mieli dla swych działań znaczne odmienne historyczne, kulturalne i społeczne warunki bazowe, które następnie determinowały ich w odmiennym odzewie społeczeństwa. W Polsce intelektualiści opozycyjni stopniowo zbliżyli się do środowiska robotniczego. Ta współpraca umożliwiła powstanie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” jako ruchu ogólnonarodowego. Była jednak trudna do wyobrażenia bez pogłębiającego się kryzysu gospodarczego. I na polską specyfikę wielki  wpływ miał autorytet kościoła katolickiego, którego … było nastawienie konsumpcyjne społeczeństwa na początku lat siedemdziesiątych. Z kolei w Czechosłowacji siły opozycyjne były w tym okresie o wiele mniej liczne oraz na poziomie bardzo systematycznej represji. Do 1972 roku zorganizowana opozycja przeważnie o orientacji socjalistycznej, która powstała w reakcji na okupację sowiecką 1968 roku oraz późniejsza likwidacja reformatorskiego skrzydła partii komunistycznej została gwałtownie stłumiona i były aresztowania i procesy sądowe. Jeden z nich stanowiła praska część procesu „taterników”. Do zorganizowanej działalności opozycyjnej doszło dopiero na skutek podpisania Karty 77 jako luźnego ugrupowania opozycyjnego. Jego wyraźna izolacja od większości społeczeństwa stanowiła trwanie długotrwałych represji. Jedną z przyczyn przeważającej orientacji programowej na kwestie moralne. Poza tym wyraźnie odmienna sytuacja panowała i w Czechach i na Słowacji. O czym mówił pan Grajewski, gdzie z wielu powodów Karta 77 miała minimalny odbiór. Także stosunki pomiędzy dysydentami wśród których było na początku wiele dawnych działaczy komunistycznych oraz z kościołem katolickim nie były nawet tak dobre jak to miało miejsce w Polsce. Analogiczny brak zaufania wobec Karty 77 panował wśród większości byłych więźniów politycznych z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Do zepchnięcia dysydentów na margines społeczeństwa przyniósł też fakt że czechosłowacka elita komunistyczna konsekwentnie odrzucała jakiekolwiek symptomy zmiany politycznego status quo wobec swoich oponentów i w czasach kampanii medialnych, których celem była dyskredytacja opozycji posługiwała się wyłącznie stalinowską terminologią. Mimo poważnych różnic przedstawiciele Karty 77 deklarowali akcje na zachowanie prawnie pluralistycznie swojej pozycji to jest tak samo jak KOR opierać się na zobowiązaniach międzynarodowych. Tylko do krytykowanego reżimu odwoływali się w analogiczny sposób do rezultatów konferencji w Helsinkach deklaracji praw człowieka i obywatela oraz do tych samych zasad działania. Proklamowano legalność, zainteresowanie nieoficjalną twórczością, kulturalną, publiczne deklaracje o braku orientacji politycznej, na której opierały się ich działania. Kolejną wspólną cechę stanowiła chęć wzajemnej współpracy poczynając od wymiany informacji, poprzez deklaracje wzajemnego poparcia, aż po osobiste manifestacyjne spotkania na granicy. Publiczne kontakty przedstawicieli Karty 77 i KOR a z do lata 1978 roku ograniczały się do wymiany deklaracji, w których przedstawiciele obydwu ruchów zapewniali się o wzajemnym poparciu. Jedną z nich z 31 października 1977 roku przedstawiciele KSS KOR wyrazili solidarność z uwięzionymi Sygnatariuszami Karty 77. Przywołali 9 rocznicę okupacji Czechosłowacji potem było wspomnienie praskiej wiosny. Wspominanie wspólnych wydarzeń 1968 roku w związku z udziałem wojska polskiego w interwencji wojskowej w Czechosłowacji oraz uczucie zagrożenia przed ewentualną nową sowiecką interwencją zbrojną było też motywem wzajemnej współpracy. Informacje o sytuacji w sąsiednim państwie działacze ruchów opozycyjnych pozyskiwali w tym okresie przede wszystkim z literatury emigracyjnej, zagranicznych rozgłośni radiowych, z redakcjami których zaczęli współpracować o wiele bardziej odważnie niż wcześniej. W Czechosłowacji słuchano Sekcji Polskiej Radia Wolna Europa, która w odróżnieniu od programów czechosłowackich nie była zagłuszana. Inne źródło informacji stanowił czeski i słowacki samizdat oraz polskie czasopisma drugiego obiegu, których od połowy lat siedemdziesiątych coraz częściej zaczęły się pojawiać teksty autorów z sąsiedniego państwa. Korzystają także z kontaktów telefonicznych według wspomnień Jana Lityńskiego utrzymali kontakty członkowie KOR z rzecznikami Karty 77 przede wszystkim z Jirim Machajkiem. Oprócz obaw przed ewentualnym podsłuchem komunikacja miała także prozaiczne problemy wynikające z różnic językowych. Historyk i członek KOR-u Jan Józef Lipski opisał telefony z Pragi, w których Zina Fondova, Sygnatariuszka Karty 77 dzwoniła i informowała go o procesie członków VONS. Próbując przekazać jak najwięcej informacji mówiła bardzo szybko i dlatego choć czeski i polski są bliskimi sobie językami to trudniej było ją rozumieć. Kontakty utrzymywano także za pośrednictwem zwykłej poczty. Nie korzystano wyłącznie z umówionych adresów, poczta z Polski docierała także bezpośrednio do domów znanych dysydentów. Przykładowo w połowie kwietnia 1979 roku Jana … otrzymała pocztówkę z pozdrowieniami od Jacka. W krótkich słowach Jacek Kuroń informował, że długo nie miał informacji od …  i pytał kiedy przyjedzie do Polski. Kontakty osobiste nie były jednak zbyt częste i sytuacja pod tym względem zaczęła być lepsza w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Główny powód był brak paszportów u większości znanych dysydentów dla których wizyta w sąsiednim choć socjalistycznym państwie była przeważnie wykluczona dlatego w kontaktach uczestniczyły mniej znane osoby. Według Jana Lityńskiego Polacy pozostawiali początkowo aktywność drugiej stronie ponieważ nie chcieli stwarzać przedstawicielom Karty 77 ewentualnych nieprzyjemności. Z polskiej strony o wydarzeniach w Czechosłowacji informował na przykład obecny student slawistyki Andrzej Sławomir Jagodziński mający kontakty z praską społecznością undergroundową skupioną wokół rodziny Niemców. Jagodziński zajmował się przede wszystkim tłumaczeniem tekstów czeskich pisarzy krajowych i emigracyjnych. Jego pierwsza informacja dla członków KOR dotyczyła procesu muzyków z kręgu grupy The Plastic People of the Universe. Dopiero w lutym 1978 roku podczas przeglądania mapy Karkonoszy przyszedł Sabatowej pomysł żeby spotkać się z Polakami legalnie na drodze przyjaźni polsko-czechosłowackiej prowadzącej częściowo przez terytorium obu krajów. Wyjście to było idealne dla celów obopólnego spotkania ponieważ od czerwca 1962 roku dostępny był szlak prowadzący głównym grzbietem Karkonoszy był możliwy z obu stron tylko na podstawie dowodu osobistego. Aż do 1990 roku mogli się tylko poruszać obywatele obu sąsiednich państw i dostępu do niego nie mieli na przykład turyści z sąsiednich Niemiec. Dlatego w Polsce nazywano ten szlak ironicznie droga przyjaźni polsko-niemieckiej. Wiosna 1978 roku do Warszawy w celu uzgodnienia został wysłany przez środowisko Karty ówczesny słowacki student Tomas Petrivy, który jeździł regularnie do Polski na imprezy kulturalne. Spotykał się z Jackiem Kuroniem, i choć ten uważał pomysł spotkania z członkami Karty na zielonej granicy za czyste wariactwo to ostatecznie wyraził zgodę. Ustalono, że spotkanie odbędzie się w drugiej połowie lipca 1978 roku. Na umówione miejsce do kiosku przy schronisku …. Przyszło około 10 członków Karty. Polacy się jednak w ogóle nie stawili na miejscu spotkania ponieważ mimo ustaleń nie sprowadzili się by ktoś faktycznie pojawił się z drugiej strony. Do pierwszego spotkania doszło po dalszych uzgodnieniach w tym samym miejscu dopiero 13 sierpnia 1978 roku. Ze strony polskiej przygotował spotkanie od strony technicznej warszawski student Janusz Majewski. Przy pełnej słonecznej pogodzie spotkali się na granicy Vaclav Havel, Marta Kubisova, Jiri Bednar, Tomas Petrivy, Jacek Kuroń, Adam Michnik, Jan Lityński, Antoni Macierewicz, który na miejsce spotkania dotarł jako ostatni ponieważ czekał na wydrukowanie nowego numeru drugoobiegowego pisma „Głos”, którym chciał się pochwalić przed ostatnimi. W dyskusji według wspomnień Jacka Kuronia okazało się, że polska opozycja jest już na zupełnie innym poziomie niż czechosłowacka. W Polsce formuła ruchu opartego na więziach przyjacielskich lub nieformalnych i już nie wystarczyła nastał czas większego zorganizowania i formalności. Bezpośrednio na miejscu uczestnicy spotkania w Karkonoszach spisali wspólną deklarację z okazji dziesiątej rocznicy okupacji Czechosłowacji i wydarzeń w Polsce. W przyjacielskim tekście wyrażono też solidarność z więźniami politycznymi w całym bloku sowieckim. Już podczas pierwszego wspólnego spotkania powstała tradycja tworzenia wspólnej deklaracji przeznaczonej do publikacji w czasopismach samizdatowych i w mediach zagranicznych. O tym jak wielkie znaczenie prasa zagraniczna przywiązywała do spotkań dysydentów na zielonej granicy świadczyła wydrukowana w emigracyjnym piśmie „Svedetstvi”. Był też oddźwięk w dwóch prestiżowych dziennikach zachodnich, których zainteresowanie spotkaniem w Karkonoszach i rocznicą interwencji w Czechosłowacji. Spotkania obrońców praw człowieka na granicy polsko-czechosłowackiej przy uwzględnieniu represji policji powraca w dłuższej perspektywie jak bumerang. Zachodni obserwatorzy oceniają jako jedno z największych i najbardziej oddających wydarzeń. Cała operację określiła jako ważny punkt zwrotny do ruchu opozycyjnego w Europie wschodniej i londyński „Times” o nowym istotnym kontakcie wykraczającym poza granice państw w celu stworzenia pronarodowego i jednocześnie powiązanego ograniczonego ruchu na rzecz podstawowych wolności w krajach Europy Wschodniej i samym Związku sowieckim. Według wspomnień Jacka Kuronia polscy uczestnicy szczytu w Karkonoszach byli krytykowani przez swoich starszych przyjaciół, że nie wspomnieli nikomu o spotkaniu a to z obawy przed jego zdekonspirowaniem. W drugim spotkaniu do którego doszło na początku września 1978 roku uczestniczyło już o wiele więcej osób. Przede wszystkim ze strony czeskiej. Oprócz większości wyżej wymienionych także Petr Uhl, Anna Sabatowa, Jiri M…, Zbigniew Romaszewski, Anna Kowalska, Piotr Naimski. Nieformalne spotkanie trwało około trzech godzin i podobnie jak wcześniej odbyło się w kiosku przy Obrzybołdzie (?) Petr Uhl spacerował po okolicy z Adamem Michnikiem i rozmawiał z nim po francusku. Uzgadniali dalszą współpracę. Niektórzy przedstawiciele Karty 77 udzielili wywiadu pierwszemu polskiemu pismu drugiego obiegu zatytułowanemu „Biuletyn Informacyjny Komunikat KOR”, w którym opisali cele i pozycję Karty 77 w Czechosłowacji. Na zakończenie uczestnicy spotkania sformułowali nową deklarację. Podobnie jak we wcześniejszym dokumencie zrobili list wspólny do obrońców praw człowieka w Europie Wschodniej. Tym razem już imiennie wyrazili poparcie dla więźniów politycznych w krajach bloku sowieckiego. Podczas drugiego spotkania uzgodniono też  przeprowadzenie seminarium socjologicznego oraz wydanie zbioru tekstów na z góry uzgodnione tematy. Strona czechosłowacka miała się zająć kwestią opozycji, Polacy wybrali temat rewolucji. Euforia po obu spotkaniach w Karkonoszach zwłaszcza po stronie polskiej stanowiła zapewne główny powód dlaczego umówiono się na kolejne spotkanie choć na przykład praski intelektualista katolicki Vaclav Benda nie miał zbyt wiele porozumienia do tego kroku. Czasopismo „Polsko a my” mówiło, że ta forma kontaktów w początkowej fazie ryzyko było konieczne, ale w stosunku do całej rangi spotkań było niewielkie. Faktem jest, że ostatnie spotkanie stanowiło raczej obóz przyjacielski, a nie spotkanie pierwszej potrzeby. Dotarły do nas zawczasu informacje, że czechosłowacka służba bezpieczeństwa ma przeprowadzić rozległe akcje oraz że polska służba bezpieczeństwa ma konkretne informacje na temat spotkań. Na trzecie spotkanie w Karkonosze 1 października miało przyjechać dużo dysydentów z obu stron ze względu na przeciek informacji o planowanym spotkaniu po stronie polskiej, możliwe że i po czeskiej, nie stanowiło zatem większego zaskoczenia, że spotkanie udaremniła gwałtowna ingerencja jednostek milicyjnych obu państw. Ze strony czechosłowackiej 7 uczestników spotkania było zatrzymanych, tak samo po stronie polskiej. O Jaroslavie Sabate Janek Lityński tu mówił ja myślę, że to nie potrzeba przypomnieć, przypomnieć bym raczej studenta Tomasa Petrivego czechosłowacka policja rozpracowywała chciała nakłonić do współpracy złapano go, przewieziono do Pragi i przesłuchiwano przez dwa dni. Funkcjonariusze StB próbowali nakłonić Petrivego do współpracy. Po bezskutecznym werbunku jesienią 1978 roku został wyrzucony z trzeciego roku studiów na uniwersytecie, następnie otrzymał rozkaz mobilizacyjny. Po kilku tygodniach służby wojskowej Petrivy próbował popełnić samobójstwo i został wysłany do domu na leczenie w klinice psychiatrycznej. Z tego powodu jego przyjaciel był ścigany za uniknięcie służby wojskowej. Później został skazany bezwarunkowo na dwa lata pozbawienia wolności. W połowie lat 80-tych próbował wyjechać za granicę to nie doszło do skutku ponieważ 22 maja 1986 roku Tomas Petrivy został znaleziony martwy w sowim mieszkaniu. Za przyczynę śmierci podano zatrucie lekami i alkoholem. Rozwijanie współpracy Sygnatariuszy Karty 77 i KSS KOR zakończyła interwencja tajnej policji która w maju 1979 roku aresztowała grupę członków VONS. Tak jak proces Jaroslava Sabaty ta sprawa wzbudziła zainteresowanie zagranicy. Wstawiło się za zatrzymanymi dożo osób, nowy papież Jan Paweł II i dużo Polaków. W Polsce akcje protestacyjne, głodówka w warszawskim kościele św. Krzyża. Ja myślę, że to jest wszystko. Dziękuję. (Oklaski)

 

Łukasz Kamiński

Dziękuję bardzo. Proszę Państwa, ponieważ pan dr Neubert niestety z nieznanych nam przyczyn nie dojechał na naszą konferencję jednakże przesłał tekst dotyczący dziejów opozycji w NRD w latach siedemdziesiątych znajdzie się on w materiałach pokonferencyjnych, które wkrótce opublikujemy także chciałbym oddać głos ostatniemu z naszych dzisiejszych referentów. Pan profesor Mikołaj Iwanow pracuje obecnie na uniwersytecie Opolskim, jednakże jakby losy, które poprowadziły go akurat w to miejsce są strasznie długie i skomplikowane ja może tylko pokrótce opowiem, że Pan profesor jest historykiem wywodzącym się z mińskiego środowiska historycznego czyli z Białorusi. Od początku lat 80-tych miał coraz intensywniejsze kontakty z Polską aż w końcu podjął tutaj pracę jednakże to nie był jedyny obszar jego aktywności. Obecny tutaj na Sali Kornel Morawiecki, obaj panowie wspólnie mogliby opowiedzieć o różnych ciekawych inicjatywach, które właśnie panów spotkania zaowocowały i miały duże znaczenie dla dziejów opozycji w Poslce. Wracając jeszcze tylko na krótko do kwestii naukowej chciałem przypomnieć, że Pan profesor Iwanow jest autorem wybitnej książki „Pierwszy naród ukarany” poświęconej losom Polaków w Związku Sowieckim w latach 20-tych i 30-tych, niezwykle aktualnej do dnia dzisiejszego mimo, że już kilkanaście lat minęło od jej wydania. Bardzo proszę o przedstawienie nam losów opozycji w związku Sowieckim w latach 70-tych. Wspomnę tylko, że pan Profesor też był w te działania zaangażowany.

 

Mikołaj Iwanow

Dziękuję za takie przedstawienie. Krępuję się cokolwiek opowiadać. Ale na początku chciałbym powiedzieć, że mam bardzo trudne zadanie. Sowiecki ruch opozycyjny, sowiecki ruch dysydencki to jest kontynent, to jest tyle wątków, to jest taki wachlarz ogromny grup opozycyjnych, organizacji podziemnych i innych, że przedstawić to w krótkim referacie nawet w tym okresie dwudziestoletnim to jest praktycznie niemożliwe. Dlatego postaram się tylko na głównych, węzłowych problemach tego ruchu dysydenckiego zatrzymać. Ale na początku chciałbym kilka takich osobistych refleksji. Naprawdę, to że w Polsce rocznica 30-lecia KOR-u to jest prawie święto narodowe, że to jest przyjęcie u prezydenta, dziesiątki ludzi odznaczonych orderami, to jest absolutna polska specyfika. Ja bym zadał sali pytanie. Czy ktoś z Was zna rosyjskiego dysydenta na miarę obecnego tu przewodniczącego polskiego Senatu, który by uczestniczył w życiu politycznym kraju. Czy ktoś zna rosyjskiego dysydenta, który by normalnie działał w tym kraju? Niestety rosyjska grupa helsińska tak jak i za czasów sowieckich ma pełne ręce roboty ja bym powiedział, a czołowi przedstawiciele ruchu dysydenckiego nadal mieszkają za granicą własnego kraju i jestem przekonany, tu rozmawiałem z Natalią Gorbaniewską, która powiedziała, że była rocznica demonstracji, która była w 1968 roku przeciwko agresji Armii Czerwonej na innych wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację i to była prywatna uroczystość w gronie moskiewskiego Memoriału, o której nie pisały żadne gazety, o której społeczeństwo nie dowiedziało się faktycznie. Głowna cecha rosyjskiego ruchu opozycyjnego dysydenckiego polega na tym, że w odróżnieniu od Polski przepaść świadomości pomiędzy rosyjskimi dysydentami i społeczeństwem w okresie walki z komunizmem była ogromna, ale co jest takim swoistym paradoksem a może taką specyfiką Rosji, że ta przepaść nie zniknęła. Że niestety ta przepaść istnieje nadal. To znaczy dzisiejsze społeczeństwo rosyjskie, częściowo nawet innych republik sowieckich nie rozumie tych, którzy z narażeniem to już od razu powiem, z narażeniem życia walczyli z komunizmem. Walka sowieckich dysydentów z komunizmem to jest zupełnie inna płaszczyzna to nie można tu już dużo na ten temat mówili, że wachlarz stosowanych represji wobec dysydentów sowieckich po prostu przeraża. Ja tylko wymienię te słynne psychuszki. Tu opowiadali takie różne rzeczy po prostu nie można było uwierzyć, że można było spokojnie dzwonić za granicę i rozmawiać z przedstawicielami ruchu dysydenckiego za granicą, przekazywać jakieś informacje, te rzeczy w Rosji sowieckiej absolutnie nie były możliwe. I to jest taka specyfika sowiecka. Ale jednocześnie ruch dysydentów sowieckich ruch opozycyjny ma bardziej długą historię niż ruch polski, on jest bardziej rozgałęziony, ma o wiele bardziej bogaty wachlarz form i odłamów tego ruchu dysydenckiego. Tylko wymienię kilka odłamów ruchu dysydenckiego: Ukraiński Ruch Niepodległościowy, Białoruskie grupy Dysydenckie w obronie języka ojczystego, Litewski Ruch Narodowo-Religijny, Łotewskie Grupy w Obronie Tożsamości Narodowej, estońscy narodowościowy, ormiańskie, gruzińskie grupy opozycyjne, ruch Tatarów Krymskich, syjoniści i inni to są tylko niektóre elementy tego ruchu dysydenckiego. I przedstawić całą panoramę tego jest oczywiście niemożliwe. Dlatego ja postaram się przedstawić w kilku słowach historię ruchu w obronie praw człowieka. 1965 rok w historii Związku Sowieckiego to jest bardzo ważna cezura. Przeciwnik władzy sowieckiej przed 1965 rokiem automatycznie to jest człowiek, który skazany na sąd bez świadków, obóz koncentracyjny, więzienie długoletnie, praktycznie o nim nikt nie może się dowiedzieć. 1965 rok to jest sąd nad dwoma pisarzami Andrej Siniawski i Julij Daniel. Po raz pierwszy ci ludzie, którzy byli oskarżani przez władze sowiecką o zdradę ojczyzny, o nadrukowanie za granicą swoich utworów, nie jak było zawsze przyznawali się do swoich błędów, nie prosili sędziów o wybaczenie, nie mówili o tym, że oni odczuwają skruchę, próbowali po raz pierwszy bronić swoich racji. Mówić o tym, że mają prawo drukować swoje prace za granicą, i najważniejsze że proces nie był zamknięty. Że po zakończeniu tego procesu w Moskwie odbyła się nawet demonstracja, w której według relacji Władimira Bukowskiego mieszkającego teraz w Wielkiej Brytanii to jest też przykład że taki wybitny przedstawiciel ruchu dysydenckiego nie wrócił do kraju a nadal mieszka za granicą. Przyczyna jest prosta po prostu nie może znaleźć w dzisiejszej rzeczywistości Rosji swojego miejsca. W tej demonstracji uczestniczyło ponad 200 osób. Oczywiście demonstracja 1965 roku organizatorem był bardzo znany dysydent Aleksandr Jesienin-Wolpin, ledwo oni zdążyli przedstawić swoje plakaty, to co oni przygotowali protestującym, od razu zostali zgarnięci. To była bardzo skromna demonstracja. Napisy na ich plakatach: „Szanujcie Konstytucję sowiecką”, „Żądamy jawnego procesu w sprawie Siniawskogo i Daniela”. Sąd był jawny tylko według sowieckiej praktyki nikogo z dysydentów nie było. Po prostu na salę weszli tylko ci ludzie, którym pozwolono tam wejść. Dla wielu dysydentów ja myślę ten współczesny ruch dysydencki jego rok narodzenia to jest rok 1965. W tym samym roku nowy proces pierwszy proces tak zwany proces samizdatczikow. Na ławie oskarżonych Jurij Gałanskow, Aleksandr Ginzburg, Aleksiej Dobrowolski, Wiera Waszkowa. I też co jest ciekawe, że władze nie ryzykują robić proces niejawny. I też oczywiście nie na sali sądowej a przy budynku sądu odbywa się demonstracja też z udziałem ponad 200 osób. Za organizację już tej manifestacji Władimir Bukowski i Wiktor Chaustow otrzymują wyroki po trzy lata. Jak na czasy stalinowskie albo wczesnego Chruszczowa trzy lata więzienia to są śmieszne wyroki. To jest taki sygnał dla ludzi, którzy myślą inaczej dla dysydentów sowieckich, że coś w tym systemie drgnęło. Że już można coś robić. Że za trzy lata człowiek będzie wolny i może działać nadal. I tu trzeba przedstawić , mało czasu, zjawisko samizdatu. Sowiecki samizdat nie można go porównać z polskim, po pierwsze to jest wielojęzyczny, w jakim języku tylko rozpoczynając od języka jidysz kończąc językiem Turków Mieskietyńców (?) nie mówiąc o ukraińskim samizdacie, o litewskim, o łotewskim, nawet białoruskim, Białorusini najbardziej pokojowy naród białoruska KGB była zawsze uważana za przodowników pracy w tym resorcie. Bo oni jakby nie mieli własnych dysydentów. Okazuje się, że nie wszystko było aż tak proste. Jedyny taki przypadek kiedy próbowano walczyć z ustrojem z bronią w ręku to był właśnie na Białorusi. Jeden z dysydentów taki Tomczenko próbował wysadzić wieżę Głuszyłki, która zagłuszała radiostacje. Tu trzeba jeszcze jedno opowiedzieć, że bardzo ważną przyczyną narodzenia ruchu dysydenckiego Związku Sowieckiego, że rosyjski i sowiecki dysydenci zrozumieli że nie są sami. Po raz pierwszy poczuli, że wszystko co odbywa się w Moskwie czy w innych miastach natychmiast rozpowszechnia się przez Radio Wolna Europa, Radio Svoboda i inne rozgłośnie. W Związku Radzieckim była taka bardzo dziwna polityka. Radio Wolna Europa i Radio Svoboda było zagłuszane zawsze, natomiast Głos Ameryki i inne rozgłośnie były raz zagłuszane, później przestano zagłuszać później znów zagłuszano. To były takie okresy. I to jest ogromny kraj to nie jest Polska, żeby zagłuszać cały kraj. Ludzie po prostu brali odbiorniki wyjeżdżali do lasu i wtedy można było się dowiedzieć co się dzieje. Czasem było zupełnie słychać. Ja osobiście pamiętam to było 22 sierpnia 1968 roku siedzę na daczy u znajomych i słyszę dzisiaj armia czerwona i inne przechodzą i to było Radio Svoboda. Także to można było słuchać. Nie zawsze, ale można było tego słuchać. Rosyjski samizdat to jest po prostu różnica z polskim drugim obiegiem to jest po pierwsze nasze nakłady nigdy nie sięgały polskiej skali. To jest absolutne. Jak już mówiła Natasza Gorbaniewska offset był praktycznie prawie nieznany. W czasie pierestrojki trzeba było uczyć jak obsługiwać offset. Po prostu to było zupełnie nieznane. Przepisywano na maszynie raz, dwa, trzy razy cztery, były takie kobiety które po prostu tym zawodowo się zajmowały. Po drugie rosyjski samizdat w odróżnieniu od polskiego drugiego obiegu to było zjawisko elitarne. Nigdy wydawnictwa drugiego obiegu to było bardzo niebezpieczne jak na przykład u was robiliście „Robotnik” rozdawać ludziom na ulicy, albo gdzieś w zakładach pracy to było jasne, że od razu będą represje. Rosyjski samizdat przepraszam sowiecki to jest zjawisko które rozpowszechniało się głównie wśród znajomych. I po trzecie u nas nie było żadnego kontaktu praktycznie nie było kontaktu z własną emigracją. Takie zjawisko jak Paryska Kultura czy inne ośrodki zagraniczne, które współpracowały z emigracją i przysyłali wydawnictwa. To było bardzo, bardzo wielką rzadkością i rzeczywiście w większości trafiało to rąk KGB. Ale tu powiem jedno ciekawe zjawisko, że to KGB nie było jednolite. Ja pamiętam tą grupę młodych socjalistów, to były dzieci w większości osób którzy pracowali albo w jakiś  organizacjach przy KC czy coś takiego i ojciec Andrzeja Fadina który pracował w KC przynosił te wydawnictwa do domu, zamykał gdzieś tam w szafie, syn to wykradał i dawał później wszystkim znajomym. To zjawisko mi się wydaje że w Polsce nie jest znane. Natomiast w Rosji to było bardzo rozpowszechnione. Typowo rosyjskie zjawisko. Powiem taki kawał, który był bardzo rozpowszechniony  w okresie w latach 60-tych 70-tych. Babcia dlaczego ty przepisujesz na maszynie Wojnę i Pokój Tołstoja? Dla wnuczka się staram bo on nic oprócz samizdatu nie czyta. Także z jednej strony zjawisko samizdatu było bardzo rozpowszechnione, ale jednocześnie było to zjawisko bardzo elitarne. Nie można było dać do czytania jakiegoś wydawnictwa człowiekowi nieznajomemu bo od razu to też były takie kawały, że na dwóch rozmawiających w jakimś pociągu to dwóch w Związku Sowieckim to są agenci i tylko jeden może być porządnym człowiekiem. Także takie zjawisko jak lustracja w Rosji to jest po prostu nie pójdzie mi się wydaje to jest większe społeczeństwo. 1968 rok – demonstracja na Placu Czerwonym siedem osób – Natalia Gorbaniewska, Paweł Litwinow, Łarisa Bogoraz, Wadim Delone, Konstantin Babickij, Wiktor Fainder (?). To jest naprawdę niesamowite bohaterstwo w tym okresie. Ciekawe, że ja tez byłem w tym momencie w Moskwie i pamiętam ulice jakoś były puste, wszędzie wiszą czeskie sztandary nie wiadomo dlaczego mówią że Armia czerwona wczoraj wkroczyła a dzisiaj przyjeżdża jakaś delegacja czeska. Kto przyjeżdża? No oczywiście zgarnęli Dubczeka i innych i przywieźli. Gorbaniewska i jej przyjaciele dowiedzieli się o tym, zajęli miejsca przy wyjeździe z Kremla i czekali na wyjazd tej delegacji z Kremla. Ciekawe, że jeden z transparentów był napisany w języku czeskim. Bardzo ja bym powiedział życzliwy plakat „Niech żyje wolna i niepodległa Czechosłowacja”. Tyle było napisane na tym plakacie. Ciekawe, że to jakoś KGB przegapiła to. Oczywiście Plac Czerwony zawsze jest przepełniony przez agentów i ledwo oni zdążyli zwinąć te swoje plakaty natychmiast byli zgarnięci. Mówić o tym przy obecności Natalii Gorbaniewskiej to jest niewłaściwe. Tym bardziej że  czasu już mało. Jeszcze chciałem powiedzieć, że KOR i inne zjawisko opozycyjności w Polsce niewątpliwie miało ogromne znaczenie. Bogdan Borusewicz opowiadał, że on niechętnie uczył się języka rosyjskiego, język polski dla dysydentów rosyjskich był językiem opozycyjności. Ja osobiście przez długie lata prenumerowałem „Życie Warszawy”. Polityka to była w ogóle zakazana gazeta w Związku Radzieckim. Radio polskie na długich falach można było usłyszeć do Smoleńska dzięki temu ogromnemu 600-metrowemu masztowi po prostu wszędzie go było słychać. Język polski to był drugi język. W ST. Petersburgu opozycjoniści robili prywatne kursy żeby uczyć się języka polskiego. Także wpływ był ogromny. Pierwsza organizacja SMOT Niezależnych Związków Zawodowych mam tu nazwiska ale nie mam czasu przedstawić Państwu to jest dwa lata przed powstaniem KOR-u. Pamiętam to był chyba 1981 rok zjazd Solidarności i kiedy była ta odezwa do Narodów Europy Wschodniej powiem państwu że nie było zakładu pracy jakiegoś żłobka, jakiegoś prymitywnego gdzie by władza sowiecka nie zorganizowała protest. Wszędzie protestowali. Wszędzie mówili, że podli Polacy próbują nas tam, ściągnąć nam jeszcze coś. Ale najciekawsze było to, że nikt nie wiedział o co chodzi z tym co napisali. I tu mi się wydaje że władza sowiecka zrobiła wielką pomyłkę. To była taka ja bym powiedział no propaganda „Solidarności”, to było coś co otworzyło wielu ludziom oczy że w Polsce coś się dzieje. I ja byłem zaangażowany w przygotowanie tej odezwy tymi rękami pisałem tą odezwę do Zjazdu „Solidarności” i zapanował tam u nas straszny strach. Przestraszyliśmy się, że rozpętaliśmy straszną falę i czekaliśmy na ewentualne represje, które oczywiście no praktycznie już jesienią 1982 roku nie wszystko oczywiście wykryły władze ale już w 1982 większość została aresztowana. Przepraszam to tak pogmatwanie wyszło. No i czas się kończy. Dziękuję za uwagę.

 

Łukasz Kamiński

Dziękuję bardzo. (oklaski) Ja myślę, że to jak najlepszą ocenę wystąpień wieczornych wystąpień naszych referentów wystawili państwo. Ja to obserwowałem jak cały czas ktoś zagląda i już zostaje słuchając tego co było tutaj opowiedziane, także myślę, że nikt tutaj zarzutów Panom tutaj nie będzie a wprost przeciwnie. Zostało nam jeszcze kilka minut. Rozumiem, że mamy kilka pytań z sali. Jedna prośba. Bardzo bym prosił o zadawanie możliwie konkretnych pytań, żeby nasi referenci mogli jeszcze odpowiedzieć. Proszę bardzo.

 

Dyskusja:

Głos z sali ?

Dla pana dr Grajewskiego. Wydaje mi się  że aby zrozumieć sytuację Kościoła trzeba poszerzyć ramy geograficzne i postaci Jan Paweł II kontra Casarolli. W książce „Malachit i Malwina” jest opisany Jan Paweł II w Managui u sandinistów. I tutaj okazuje się, że część Watykanu popierała władze sandinistów, a to jest dla nas coś niesamowicie trudnego do wyobrażenia, bo Jan Paweł II kontra kilkudziesięciotysięcznego ale wrogiego tłumu. I tam krzyknął Siła Miskito a Miskito to był antysandinowski ruch partyzancki. I teraz ja myślę, że ten przełom nie tylko urząd, ale i też kwestia doktryny gdy Jan Paweł II leżał w klinice Gemelli po zamachu i przejął jego funkcje Casarolli została opublikowana jako doktryna  pisma Teilharda de Chardin. Po powrocie do zdrowia w sposób delikatny watykański, ale wydane zostało oświadczenie, że to nie jest magisterium Kościoła. Więc wydaje mi się, że to jeszcze to. Dużo głębiej szło bo w innych krajach część Watykanu nie tylko że milcząco, ze nie sprzeciwiała się komunistycznej władzy ale  wręcz ten postęp komunizmu popierała.

 

[ŁK - Dziękuję bardzo. Tutaj w pierwszym rzędzie Marek Pędziwol.]

 

Marek Pędziwol

Chciałem nawiązać do słów profesora Iwanowa i powiedzieć, że rzeczywiście jest to wielka rzecz, że jest ta konferencja, to nasze spotkanie. Chcę tu podziękować wszystkim, którzy je zorganizowali, chciałem podziękować wszystkim, którzy tworzyli KOR. Bo KOR, chociaż sam w nim nie uczestniczyłem, jest także częścią mojego życia. Bardzo się cieszę, że jednak później, po kilku latach, już w czasach Solidarności, wielu z tych ludzi poznałem osobiście. Z tamtego czasu chyba najgłębiej pozostały mi w pamięci rozmowy z Haliną Mikołajską…

Podobne święto jak to tutaj, dzisiaj, miało miejsce prawie dziesięć lat temu na praskim zamku. Wtedy to zespół The Plastic People of the Universe zagrał po raz pierwszy po 20 latach. Było to w Sali Hiszpańskiej, bodajże najbardziej reprezentacyjnym miejscu Hradu. Na samym początku koncertu jeden z muzyków – chyba był to nieżyjący już Mejla Hlavsa – rozejrzał się wokół i powiedział: „W takiej stodole to jeszcze nie graliśmy.”

Bardzo dobrze, że takie rzeczy się dzieją. Mam nadzieję, że ludzie jeszcze nie zapomnieli o tych, którzy tak wiele zrobili dla nas wszystkich. Jeszcze raz: dziękuję bardzo.

 

[ŁK - Dziękuję. (oklaski) Proszę bardzo.]

 

Olga Branieckaja

Я бы хотела обратится к уважаему професору. Как сейчас относится народ к дисидентам? Потому что по телeвидению видно иногда Валерию Новодворску но она выступает по моему в качестве какойто одёзной фигуры и с ней все насмехается. А во вторых что тепер произходит с самиздатом ест самиздат или eго нет ест дисиденты или их нет?

 

[ŁK - Proszę bardzo. Profesor Waszkiewicz się zgłasza. Potem pan i na tym chyba zakończymy.]

 

Jan Waszkiewicz

Chciałbym podziękować za to uzupełnienie, które  wniosła ta sesja. Bo my Polacy chętnie wierzymy w to, że wszystko tu się zaczęło.  Tymczasem ta sesja pokazuje jak widmo dysydencji krążyło nad Europą. Jedne wydarzenia indukowały drugie. Można by się cofnąć do roku 1956 - odwilży w Polsce i jej reperkusji na Węgrzech. Tak samo właśnie 1968 rok indukował pewne rzeczy w Związku Radzieckim, ale trzeba też pamiętać że jednym z haseł polskiego Marca było „Cała Polska czeka na swego Dubczeka”. Przykład studentów czechosłowackich, czy w tym wypadku czeskich, odgrywał ogromną rolę. Przypomnę o tym, jak jeździło się do Ośrodka Kultury Czeskiej tutaj w Warszawie, żeby odetchnąć swobodą, którą można było znaleźć w ówczesnej prasie czechosłowackiej. To wszystko pokazuje, że powiązania są bardzo wielostronne i wielokierunkowe. Nikt, żadna z nacji, nie może sobie przyznawać pierwszeństwa. Przypomnę jeszcze interwencję w Czechosłowacji i to co pokazały wtedy czeskie media, te prowadzone na gorąco transmisje z wkraczania wojsk interwencyjnych do studia radiowego. Myśmy na Dolnym Śląsku mogli tego słuchać i to robiło kolosalne wrażenie. Jakieś próby ulotkowe po represjach pomarcowych też z tym były związane. Tak więc chcę za to uzupełnienie podziękować, bo dzięki niemu działalność KOR-u jest pełniej widziana, widoczne są te wszystkie nasze zapożyczenia, które zawdzięczamy tym, którzy zaczynali coś robić gdzie indziej w trudniejszych warunkach i za wyższą cenę. I o tym my musimy bardzo dobrze pamiętać. Dziękuję.

 

[ŁK - Dziękuję bardzo. (oklaski) proszę bardzo.]

 

Wojciech Ostrowski

Odnoszę się do ciekawego wystąpienia dr A. Grajewskiego jedynie z paroma punktami. Nie są one bynajmniej polemiką, ale próbą naprowadzenia na ewentualne nowe tropy badawcze. Wystąpienie dr Grajewskiego oparte jest głównie o dokumenty oficjalne IPN-u i Konferencji Episkopatu. Jest z drugiej strony wiele innych źródeł: dokumentów  i świadectw. W tekście "Kalendarium Komitetu Obrony Robotników" i druków otrzymanych w trakcie naszej Konferencji dot. historii KORu jest np. zapis,  że dnia 18 listopada 1976 roku w przeddzień zebrania Rady Głównej Episkopatu odbyło się spotkanie w warszawskim mieszkaniu Bohdana Cywińskiego ks. kardynała Karola Wojtyły z niektórymi członkami KOR, Jana Józefa Lipskiego, Jacka Kuronia, Antoniego Macierewicza, Piotra Naimskiego. Wcześniej - nie należy zapominać -odbywały się spotkania wysłanników KOR z ks. biskupem Ignacym Tokarczukiem, biskupem przemyskim.

W trakcie naszej obecnej Konferencji w ostatnich dniach była mowa o kanałach informowania i wpływania na opinię władz Kościoła katolickiego w Polsce w związku z wydarzeniami w Radomiu i w Ursusie w czerwcu 1976 r. oraz skali represji władz. Henryk Wujec informował o przygotowaniu specjalnego dossier dla Konferencji Episkopatu Polski, w konsekwencji czego Konferencja Episkopatu w połowie września 1976 przyjęła stanowisko, które w sposób dobitny ujmowało się za represjonowanymi.

Jako pars pro toto pragnę wspomnieć o istotnym dodatkowym kanale informacyjnym wpływającym na opinię władz Kościoła, którym była działalność i rozszerzające się znaczenie środowisk Ruchu "Znak", w szczególności warszawskiego KIK-u, a w jego ramach Sekcji Kultury, która była bardzo silnie z akcją pomocy KOR-owskiej związana. Chciałbym ponadto dać osobiste świadectwo tego, że na prośbę sekretarza osobistego kardynała Stefana Wyszyńskiego w latach 1970tych, ks. dr Piaseckiego, stale i systematycznie na jego ręce przekazywałem komplet prasy z obiegu niezależnego, głównie KOR-owskiej. Ostatni raz o ile dobrze pamiętam było to w połowie sierpnia 1980 roku (chyba 15-16 sierpnie, w Częstochowie).

Na koniec: zaznaczam - Kościół to ważne miejsce azylu i schronienia. Tak było w przypadku pierwszej, głośnej słynnej głodówki w kościele św. Marcina, przy Piwnej w Warszawie. Ale też później w kościele św. Krzyża w Warszawie i w Podkowie Leśnej na wiosnę 1980 roku, a także w kościele NMP w Gdańsku w tym roku.

To miejsce azylu było istotne także wtedy, kiedy trzeba było dawać możliwość schronienia prześladowanym. Wspominam moje wizyty wraz ze Stefanem Starczewskim u warszawskich dostojników kościelnych, u ks. kanclerza Kurii (co przygotowałem wizytą u p. Zofii Czackiej, mającej w tych kręgach wielki autorytet, a która - trzeba dobrego trafu, była moją ciotką). W efekcie tych starań możliwe było zapewnienie schronienia przed policją dla naszego przyjaciela Wietnamczyka Nama, który przez pewien czas mógł znaleźć taki azyl w jednym z zakonów pod Warszawą. Dziękuję bardzo.

 

[ŁK - Dziękuję bardzo (oklaski) I poproszę referentów może w takiej samej kolejności o krótkie odpowiedzi tu gdzie się pojawiły pytania.]

 

Andrzej Grajewski

Uwaga o głębszych podstawach do tego zjawiska jakim była polityka wschodnia Watykanu niewątpliwie są słuszne. W części środowisk Kurii rzymskiej niewątpliwie było przekonanie, że to znaczy przede wszystkim było głębokie rozczarowanie procesami laicyzacyjnymi na Zachodzie oraz próba poszukiwania jakiegoś modus vivendi z ideą która wydawała się mieć przyszłość. Z ideą komunistyczną. To są rozmowy z włoskimi komunistami bardzo istotne dla tego elementu ponieważ rozmowy w Europie Środkowo-Wschodniej były również elementem gry Watykanu pomiędzy rządem włoskim lub partiami politycznymi włoskimi. Także to jest dość skomplikowane. Teologia wyzwolenia miała w Kurii rzymskiej swoich popleczników i to dość mocnych to jest słuszna uwaga to starcie z sandinistami kiedy rzeczywiście Ojciec Święty podniesionym głosem ich poucza a do księży którzy są ministrami mówi o tym żeby się przywrócili uporządkowali swoje stosunki z kościołem. No to są sytuacje odpowiadające na to że przez szereg lat nikt ich nie upominał. Nikt nie interweniował. To jest oczywiście temat wykraczający poza moje wystąpienie ale niewątpliwie wymagający głębszego głębszej analizy. Zjawisko sympatii dla niektórych lewicowych idei w Kościele. To jest ewidentna prawda. Jeżeli chodzi o pytanie pana Wojtka Ostrowskiego tych dowodów współpracy można by dużo mnożyć jest bardzo ważny list prymasa Wyszyńskiego do Antoniego Pajdaka, bardzo ważny, członka KOR-u. Jest spotkanie przecież z prominentnymi działaczami KOR-u, bo tu była mowa o spotkaniach z kardynałem Wojtyłą, ale z Wyszyńskim też były. Jest tych świadectw mnóstwo myślę, że warto byłoby opracować osobno przy tej okazji bo nie ma one są poszatkowane w różnych publikacjach, one są na marginesie. Ale kościół w Polsce – opozycja. Z tym że przestrzegałbym przeciwko widzeniu tego w takim tonie apologetycznym bo to że Wyszyński, Wojtyła mieli taki stosunek to nie znaczy że mieli wszyscy biskupi. Stroba gonił dysydentów ile się dało, Kaczmarek też (z Gdańska) też nie był wielkim miłośnikiem Wolnych Związków Zawodowych i długie rozmowy z Krzysiem Wyszkowskim coś mi tutaj na ten temat wiele interesujących rzeczy na ten temat mówiły. Więc sprawa była zróżnicowana. Czy mój biskup, biskup Herbert Bednorz, biskup który twardo walczył o prawa robotnicze, walczył o czterobrygadówkę, walczył o prawo do wolnej niedzieli ale jednocześnie nie cierpiał Świtonia i WZZ-tu. To jest o wiele bardziej zjawisko skomplikowane ponieważ w kościele no dzisiaj to już w ogóle takie jednorakie stanowisko bardzo trudno osiągnąć ale i wtedy byli biskupi indywidualiści którzy mieli swój własny pogląd i którzy aczkolwiek wspólne stanowisko artykułowali w Komunikatach z Konferencji Episkopatu Polski to jednakowoż na własnym terenie uprawiali własną politykę, która no różniła się w ewidentny sposób była różna. I dlatego opisanie tego zjawiska w całym jego bogactwie to jest niewątpliwie zadanie i to oczywiście nie sięgając wyłącznie do dokumentów o charakterze policyjnym czy Urzędu do spraw Wyznań ale do archiwów kościelnych które w dalszym ciągu nie są zbadane. Nie są ze tak powiem do końca przyswojone. Myślę, że jeżeli chodzi o politykę wschodnią Watykanu, która determinowała wystarczy wspomnieć zapiski Tokarczuka co było najtrudniejszym przeżyciem w jego duszpasterstwie? Nie rozmowy z przedstawicielami organów bezpieczeństwa czy pouczającym go urzędnikiem do spraw wyznań, rozmowy z Poggim, który mówił przestań budować te kościoły bez zezwoleń, zrób coś wreszcie żebyśmy nie mieli bez przerwy skarg na ciebie, upomnienia z Sekretariatu Stanu, że jego polityka burzy ład w stosunkach między państwem a kościołem. Też na to nie możemy przymykać oczy aby zobaczyć to zjawisko w całej wielkiej złożoności i aby jeszcze raz pokazać absolutną opatrznościową rolę kilku biskupów a przede wszystkim prymasa Wyszyńskiego, bo przecież  wielkiej epokowej roli którą będzie ogrywał papież Jan Paweł II to jednak stanowisko Wyszyńskiego było decydujące. Aczkolwiek tez się różnili bo jest ciekawy zapis po 1968 roku zapis który ocalał z nielegalnego nagrania przez Służbę Bezpieczeństwa. Wojtyła sugeruje żeby wydać komunikat protestujący przeciwko bratniej pomocy. Wyszyński mówi nie i decyzja idzie w tym kierunku, że jest komunikat bardzo neutralny a projekt przygotowany przez Wojtyłę nie ujrzał światła dziennego. Tak jak w naszej świadomości funkcjonuje list do biskupów polskich, do niemieckich, odpowiedź a w ogóle nie funkcjonuje znakomity list do biskupów czeskich też z okazji millenium, a który oryginał znalazłem w sekcji czeskiej radia watykańskiego gdzie leżał i nikt w ogóle nie wiedział że oryginał tego listu tam jest. Tak że wiele interesujących odkryć jeszcze przed nami. Dziękuję.

 

[ŁK - Dziękuję (oklaski)]

 

Petr Blažek

Ja chciałbym podziękować panu profesorowi Waszkiewiczowi. On mówił o kulturze czeskiej w okresie praskiej wiosny w Polsce, tak samo to było ze strony czeskiej w 1956 roku na początku lat osiemdziesiątych ja myślę, że ten wpływ był o wiele mocniejszy niż wpływ kultury czeskiej na polską stronę. Chciałbym zaprosić państwa na konferencję, która będzie w przyszłym roku w marcu. Konferencja będzie w rocznice Karty 77 w Pradze a boję się że nie będzie tak piękna jak wasza impreza.

To była sprawa o której mówił Plastic People nie jest to jeszcze jasne ale możliwe będzie występować w Panteonie Muzeum Narodowego w Pradze, a tam myślę, że jest pewny zakład czeskiej kultury. Dziękuję.

[ŁK - Dziękuję (oklaski)  No jeśli mógłbym w tym momencie strawestować słowa towarzysza Gierka bo można było trochę odebrać jako zaproszenie do Pragi na marzec przyszłego roku to powinno paść teraz pytanie: Przyjedziecie? I chóralna odpowiedź: Przyjedziemy! Proszę bardzo pan profesor Iwanow.]

 

Mikołaj Iwanow

Ja krótko. Nie wiem czy państwo zrozumieli, że było pytanie o dzisiejszym stanie dysydentów sowieckich co oni czy istnieją. No od razu powiem nie ma oczywiście drugiego obiegu w dzisiejszej Rosji. Nie ma samizdatów. Prasa i telewizja jest wolna. Nie wiem czy pani ogląda telewizję rosyjską ?

Pani Branieckaja: Oglądam

Profesor Iwanow: Taki szczegół ostatnio prezydent Rosji Putin z taką wielką pompą odwiedza Paryż, Nowy Jork, Londyn i nadaje obywatelstwo rosyjskie byłym przeciwnikom władzy sowieckiej. Głównie to są córka generała Denikina, przedstawiciele albo dzieci białej emigracji rosyjskiej z czasów Wojny Domowej itd. itd.

Nikomu w Moskwie w otoczeniu prezydenta nie przyszło do głowy żeby zrobic taki gest wobec dysydentów sowieckich. Natalia Gorbaniewska wobec tego żeby jej przywieść do Paryża paszport rosyjski dostała obywatelstwo polskie. W ogóle mogę powiedzieć, że Natalia Gorbaniewska jest bardziej znana w Polsce niż w Moskwie. Władimir Bukowski nigdy nie zostało mu również obywatelstwo rosyjskie. W jakiej sytuacji znajduje się ojciec Gleb Bakunin to już mówiłem. To jest człowiek praktycznie wyrzucony z cerkwi prawosławnej. Jednym słowem smutno mi o tym mówić ale kończącą bronią walki z dysydentami były tak zwane psychuszki. Element tego stosunku może to Asą ludzie nie do końca bo jak można walczyć z taką maszyną to pozostało w społeczeństwie. To pozostało. Nikt nie doszedł do tego, żeby w taki sposób jak w Polsce żeby docenić wkład tych ludzi. Taka jest sytuacja. Jest oficjalna opozycja i jest opozycja nieoficjalna. Można mieć zastrzeżenia do demokracji w dzisiejszej Rosji. Ale to jest kraj demokratyczny. Oczywiście to nie jest demokracja w takim rozumieniu zachodnim ale to jest ogromny krok naprzód od Związku Sowieckiego. To niewątpliwe. Także nie można powiedzieć że to jest państwo totalitarne. SA oczywiście zastrzeżenia. Grupa Helsińska ma pełne ręce roboty. To niewątpliwie. Elena Bonnier wdowa po akademiku Sacharowie nie mieszka w Rosji. Mieszka w Bostonie. Taka jest prawda. Siergiej Kowalow był przez pewien czas rzecznikiem praw obywatelskich. Kiedy ten rzecznik pojechał do Czeczenii i znajdował się w budynku parlamentu pod ostrzałem Armii Czerwonej  no to wiadomo reakcja Kremla była odpowiednia. Nadal nie mógł być tym rzecznikiem.

 

Łukasz Kamiński

Dziękuję bardzo i chciałbym jednocześnie (oklaski) podziękować Państwu za wytrwałość na sesji przygotowanej przez Stowarzyszenie Wolnego Słowa i Instytut Pamięci Narodowej. Za to że zostali z nami Państwo aż do tak późnej pory. Dziękuję bardzo i do zobaczenia. (oklaski)