Paweł Sasanka

 

Represje wobec uczestników strajków z czerwca 1976 r.

 

Zatrzymania:

Akcja masowych zatrzymań uczestników demonstracji w Radomiu w dniu 25 czerwca 1976 r. zaczęła się wieczorem i trwała z największym nasileniem w nocy i następnego dnia. Do końca lipca w Radomiu zatrzymano około 650 osób. W rzeczywistości należałoby tą liczbę powiększyć o wymykające się wszelkim statystykom osoby zatrzymane, często pobite, które po kilku godzinach zostały zwolnione i nie poniosły konsekwencji karnych. W Ursusie ł\ liczba osób zatrzymanych w dniu protestu i  następnych dniach wyniosła 194, w Płocku zaś 55. Oznaczałoby to, że w całym kraju zatrzymano co najmniej około 900 osób. W rzeczywistości, przez korytarze, pomieszczenia i cele komend i aresztów przewinęło się ich zapewne więcej – KOR szacował, że w samym Radomiu zatrzymano około 2000 osób.

Początkowo chodziło zapewne o zatrzymanie jak największej liczby osób znajdujących się w rejonie wydarzeń, a które dopiero później mogły być identyfikowane na podstawie milicyjnych notatek, materiałów operacyjnych, czy też donosów. Wiele osób wspomina, że na ulicach Radomia i Ursusa trwały regularne „polowania” na przypadkowych ludzi zatrzymywanych na ulicach i wyciąganych z domów; czasem na podstawie kryterium „brudnych rąk” – co miało świadczyć o uczestnictwie w walkach ulicznych. Odnotowano kilkadziesiąt przypadków działań mających służyć poręcznej dla propagandy „kryminalizacji” czerwcowych protestów. Zatrzymywanych wożono po mieście, każąc zbierać porozrzucane na ulicach przedmioty – samochód wracał już z „podejrzanymi o kradzież” i „zakwestionowanymi przedmiotami”. Przechodniów groźbami zmuszano do podniesienia towarów z ulicy, aby po przejściu kilkunastu metrów zatrzymać ich już ze „skradzionymi” przedmiotami. Przeprowadzono też akcję zatrzymań osób mających przeszłość kryminalną, bez zwracania uwagi na ich zachowanie w dniu protestu. Nagminnie przypisywanym zarzutem było „rzucanie kamieniami w milicjantów”, „rzucanie haseł”, demolowanie sklepów lub kradzież – w większości były one wymyślone na poczekaniu. W przypadku zarzutów o kradzież sprawę od razu „dokumentowano”, fotografując zatrzymanych z rzekomo ukradzionymi przez nich towarami, w rzeczywistości wciskanymi w ich ręce przez milicjantów.

„Ścieżki zdrowia”

Przeprowadzanie zatrzymanych przez szpaler funkcjonariuszy, bijących przechodzącego po całym ciele miało wcześniej miejsce w Poznaniu w czerwcu 1956 r. oraz w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu, ale dopiero od czerwca 1976 do tej okrutnej represji przylgnęło brzmiące ponurą ironią określenie „ścieżki zdrowia”. Upowszechnili je sami milicjanci, funkcjonariusze SB i ZOMO, a fakt, że padało ono z ust bijących – jednocześnie w Radomiu i Ursusie – może świadczyć o tym, że zachowanie to było elementem wcześniejszego szkolenia. Oprócz komend wojewódzkiej i miejskiej oraz Aresztu Śledczego w Radomiu, „ścieżki zdrowia” praktykowano także w okolicznych miejscowościach. W Warszawie bito w ten sposób w komendzie milicji w Ursusie i w Areszcie Śledczym na ul. Rakowieckiej. Jaki był zasięg tej formy represji? Spośród 500 świadków, przesłuchanych przez Prokuraturę Okręgową w Radomiu w śledztwie prowadzonym w latach 1995-1999 ponad trzystu mówiło o ścieżkach zdrowia. Ponieważ brutalność milicji kierowała się nie tylko przeciwko zatrzymywanym, ale również zwykłym przechodniom trudno, nawet w przybliżeniu oszacować liczbę pobitych na ulicach. W tym kontekście należy przypomnieć dwie śmiertelne ofiary poczerwcowych represji: pobitego przez milicję Jana Brożynę, o którego zabójstwo oskarżono później świadków jego pobicia przez milicję, oraz ks. Romana Kotlarza, modlącego się publicznie w intencji robotników – nachodzonego i bitego przez tzw. nieznanych sprawców ze Służby Bezpieczeństwa.

Trudno wymienić wszystkie sposoby, za pomocą których zadawano ból i cierpienie oraz upokarzano zatrzymanych. W poniżający sposób wycinano im włosy na głowie, bito ich w następnych dniach, w czasie przewożenia, przesłuchań milicyjnych, gdy szli na przesłuchania prokuratorskie i z nich wracali, wreszcie dręczono ich w celach. Dokumentację uzupełniano post factum: zatrzymani trafiali do aresztów bez nakazów aresztowania, zaledwie na podstawie poleceń telefonicznych i odręcznych wykazów. Już na etapie przygotowań całej operacji, między MSW a Ministerstwem Sprawiedliwości i Prokuraturą ustalono, że termin 48 godzinnego zatrzymania, po którym powinna zapaść decyzja, co do dalszych losów osoby przebywającej w areszcie należy traktować umownie. Stąd wiele osób przetrzymywano w areszcie ponad dopuszczalne dwie doby bez jednego przesłuchania, przedstawienia zarzutów, tymczasowego aresztowania, orzeczenia kolegium bądź wyroku sądu. Aby obejść przepisy o  praktykowano zwolnienie osoby i ponowne zatrzymanie tuż za drzwiami komendy. W celu ukrycia tych nagminnych zabiegów dokumenty fałszowano lub antydatowano. To zaledwie jeden z wielu przykładów łamania ówczesnego prawa przez aparat represji.

Kolegia

Dzień po proteście uruchomiono kolegia do spraw wykroczeń i sądy działające w trybie przyspieszonym. Z danych Prokuratury Generalnej PRL wynika, że w całym kraju tymczasowo aresztowano 239 osób. W Radomiu sporządzono 244 wnioski o ukaranie, w Warszawie 131, a w Płocku do kolegium skierowano sprawy 10 osób – co oznacza, że dotyczyło to łącznie 385 osób. Mechanizm sterowania represjami dobrze widać na przykładzie działalności kolegiów w Warszawie. Początkowo orzekano w nich przede wszystkim kary grzywny. Ponieważ jednak władze uznały, że są to orzeczenia zbyt łagodne, 27 czerwca, w czasie spotkania nadzorującego resorty siłowe z ramienia kierownictwa PZPR Stanisława Kani z wiceministrem spraw wewnętrznych Bogusławem Stachurą, a także ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym wydano dyspozycje zweryfikowania i zaostrzenia kar. Polecenie „z góry” wywołało zdziwienie na szczeblu lokalnym, gdyż dotychczasowe orzecznictwo odpowiadało wnioskom oskarżycieli. Niemniej po zaskarżeniu wszystkich 102 kar, po ponownym zwróceniu do kolegiów I instancji, orzekano już wyłącznie areszt: 84 osoby na trzy miesiące, 13 – na dwa miesiące i 5 – na miesiąc. Identyczny był mechanizm zaostrzenia represji w Radomiu. Oskarżyciel za każdym razem domagał się kary trzech miesięcy aresztu i zapisania, że obwiniony przyznaje się do winy. Gdy mimo nowych wytycznych zapadało jednak „zbyt łagodne” orzeczenie, sprawę przekazywano innemu składowi kolegium. W rezultacie, niektóre osoby były sądzone za ten sam czyn trzykrotnie - czterokrotnie. Ostatecznie w 212 sprawach zapadło 201 kar aresztu zasadniczego: 155 osób skazano na trzy miesiące aresztu, 37 osób – na dwa miesiące, 8 osób – na jeden miesiąc, a jedną – na sześć tygodni aresztu. Zaledwie 9 osób skazano „tylko” na karę grzywny. W Płocku do kolegium skierowano sprawy 10 osób, ukaranych początkowo wyłącznie grzywnami. Po odwołaniu oskarżyciela 2 osoby ukarano trzema miesiącami aresztu, 1 – dwoma miesiącami, a grzywny zostały zaostrzone do 4–5 tys. zł.

Procesy

26 i 27czerwca, w dzień i w nocy zapadały wyroki w Sądzie Rejonowym w Radomiu działającym w trybie przyspieszonym. Stanęło przed nim 51 osób, z których 42 skazano na kary pozbawienia wolności lub aresztu od dwóch miesięcy do roku. W Sądzie dla nieletnich znalazły się 43 sprawy – 19 osób umieszczono w schronisku dla nieletnich, a wobec dziesięciu zastosowano dozór kuratorski. Charakter działalności sądów w pierwszych dniach po proteście oddają słowa dyrektora Biura Śledczego MSW płk Tadeusza Kwiatkowskiego iż początkowo „rozliczano masówkę”. Części spraw nie zamykano, starając się zachować możliwość ich połączenia i użycia w dużych procesach o podpalenia i rabunki. Prokuratura wniosła do Sądu Rejonowego akty oskarżenia przeciwko 188 osobom. Wyroki jakie zapadły w tych sprawach sięgały 2-3 lat.

Od połowy lipca do połowy sierpnia przed Sądem Wojewódzkim toczyły się cztery główne procesy 25 osób wytypowanych na tzw. prowodyrów wydarzeń, wśród których znalazły się osoby z kryminalną przeszłością. Sprawy te nosiły wszelkie znamiona procesów politycznych i zostały przygotowane na polecenie „z góry”. Prokurator Romuald Zień z radomskiej Prokuratury Wojewódzkiej wspominał instrukcje otrzymane z Prokuratury Generalnej: „»chcemy zrobić duże, grupujące po 6, 7 osób, pokazowe śledztwo. Proszę wybrać tych, których oskarżymy. Mają to być osoby karane, o złych wywiadach środowiskowych, nigdzie niepracujące«”. Poszczególne osoby oskarżono o to, że „działając w sposób chuligański wzięli udział w zbiegowisku publicznym, którego uczestnicy wspólnymi siłami dopuścili się gwałtownego zamachu na funkcjonariuszy publicznych oraz na obiekty i urządzenia gospodarki uspołecznionej, powodując w następstwie tego zamachu uszkodzenia ciała 75 funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej oraz szkodę w mieniu społecznym w wysokości ponad 28 mln. zł”. Oznaczało to zastosowanie zasady odpowiedzialności zbiorowej na podstawie artykułu 275 kodeksu karnego. Aby skazać na jego podstawie wystarczyło udowodnić, że oskarżony choćby przez kilka minut przebywał na ulicach Radomia w rejonie starć. Aby ukryć charakter protestu, w akcie oskarżenia skrupulatnie pomijano fakt podpalenia i zdemolowania siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR, chociaż to właśnie zarzucano oskarżonym w śledztwie. Sądy nie dopuszczały do głosu świadków obrony. Prowadziły postępowania dowodowe poprzestając na zeznaniach milicjantów, którzy – gdyby ich zeznania wziąć za dobrą monetę – musieliby jednocześnie przebywać w odległych punktach miasta. W procesach tych osiem osób skazano na wyroki od 8 do 10 lat więzienia, jedenaście na kary 5 do 6 lat oraz sześć osób na 2 do 4-ech lat więzienia. W procesach ursuskich skazano siedem osób na kary od 5 do 3 lat więzienia. W Płocku, wobec 18 osób zapadły wyroki od 2 do 5 lat pozbawienia wolności.

Represje administracyjne

Najszerszy zasięg miały represje w zakładach pracy, w których 25 czerwca miały miejsce strajki i protesty. Dyscyplinarne zwolnienia, z reguły w oparciu o restrykcyjny art. 52 kodeksu pracy, objęły w skali całego kraju co najmniej 1500 osób, w tym ponad 900 z Radomia. Często dotykały osoby, które w dniu protestu niczym się nie wyróżniły, ale były skonfliktowane z dyrekcją, administracją lub aktywem. Spotykaną praktyką było wyrzucanie z pracy robotników wylosowanych w ramach wyznaczonej odgórnie puli przewidzianych do zwolnienia. Karne pozbawienie pracy oznaczało m.in. utratę praw i świadczeń socjalnych, utratę ciągłości pracy, zaszeregowanie w nowym miejscu pracy o dwie grupy uposażenia niżej. Na skutek obowiązującego zakazu, osoby zwolnione dyscyplinarnie nie mogły przez kilka miesięcy podjąć pracy w innym zakładzie. Jeszcze szerszy zasięg – dotykający zapewne kilkanaście tysięcy robotników w całej Polsce – miały represje administracyjne i finansowe. Na przykład tylko w Szczecińskiej Stoczni Remontowej „Gryfia”, z której zwolniono 62 robotników, kary finansowe dotknęły ponad 1500 osób. Represje nie ominęły również zakładowych związków zawodowych. Za dopuszczenie do strajków władze ukarały również przedstawicieli aparatu administracyjnego. Na zakończenie należy napomknąć także o weryfikacji szeregów PZPR, szczególnie głębokiej w wojewódzkiej organizacji partyjnej w Radomiu. W całym kraju wydalono z partii 338 członków i kandydatów, a 206 skreślono z jej szeregów. Udzielono 882 nagan i upomnień partyjnych, a 79 osób odwołano z funkcji partyjnych.

Wydaje się, że w zakończeniu tego krótkiego omówienia form i zakresu represji po proteście z czerwca 1976 r. nie ma potrzeby udowadniać, że były one szokujące w kontraście z dotychczasowym, względnie liberalnym wizerunkiem Polski pod rządami Edwarda Gierka.